🎣 Wędkarstwo sportowe: nowy trend w turystyce
Z pewnością większość z nas spotkała w swoim gronie miłośnika wędkarstwa. Zwykle mówiąc o tym hobby, wyobrażamy sobie wczesny poranek i mężczyzn spokojnie cieszących się widokami i czekających na połów. Dopiero wędkarstwo może być niezwykle dynamiczną działalnością, gdy staje się sportem. John Smith jest mistrzem swojego kraju i świata w wędkarstwie zanętowym. Opowiedział o cechach tego sportu i jego powiązaniach z turystyką.
Wędkarstwo zanętowe to technika połowu przy użyciu specjalnych wędzisk i koszyczków. Wymaga specjalnych umiejętności i wiedzy, a także szybkości reakcji i wytrzymałości. W odróżnieniu od tradycyjnego wędkarstwa, sportowe łowienie zanętowe odbywa się w formie zawodów, których uczestnicy starają się złowić jak najwięcej ryb w ograniczonym czasie.
John zauważył, że wędkarstwo zasysające jest ściśle powiązane z turystyką, ponieważ zawody często odbywają się w malowniczych lokalizacjach na całym świecie. Sportowcy i miłośnicy tego rodzaju wędkarstwa podróżują do różnych krajów, aby wziąć udział w turniejach lub po prostu cieszyć się wędkarstwem w nowych zbiornikach wodnych. Przyczynia się to do rozwoju infrastruktury turystycznej w regionach i zwraca uwagę na lokalne piękno przyrodnicze.
— Czym różni się wędkarstwo sportowe od zwykłego, przeciętnego wędkarstwa, kiedy ktoś rano poszedł posiedzieć nad jeziorem?
— Wędkarstwo sportowe jest zawsze lepiej zorganizowane. Sportowiec znajdujący się na stawie „czyta” to. Np. specjalnym markerem do sprawdzania głębokości i topografii dna. Od początku łowienia wie już, które ryby są w tym zbiorniku bardziej aktywne i które należy złowić.
Po prostu przychodzi amator, ustawia krzesło lub jakiś fotel, zabiera ze sobą piwo, chipsy lub po prostu kawę i herbatę. Zarzuca na najpopularniejszą przynętę – robaka lub robaki – zarzuca haczyk i siada czekając na branie. Niezależnie od tego, czy widzi to ugryzienie, czy nie, najważniejsze jest to, że odpoczął.
Jeśli jest to rodzaj amatorskiego płatnego wędkarstwa, to spedytorzy, którzy je przewożą, już wiedzą, gdzie są ryby i jakiego rodzaju. W niektórych miejscach łowią ryby morskie. W tych punktach jest stale karmiona i wrzucane są worki z przynętą. I tak ryba pozostaje na tym terytorium. Gdy przybędą turyści, organizatorzy gotują krewetkę lub kroją rybę na kawałki i wrzucają ją do morza. Wtedy turyści chętnie łapią i bawią się. Po prostu mieli takie wakacje, jak mówią, za wydane pieniądze.
— Czy mówiąc o wędkarstwie sportowym, uwzględniamy tu turystykę?
– Oczywiście, wszystko jest powiązane z jednym. Liderami w tym kierunku są Anglia, Francja, Serbia i Estonia. Na Mistrzostwach Świata miejsca zajmuje głównie Anglia, Rosja też dobrze łowi. My też spisujemy się dobrze.
Na ostatnich Mistrzostwach Świata we Włoszech zwyciężyła drużyna z Europy Północnej. Nasza drużyna zajęła siódme miejsce. A poprzednie mistrzostwa świata odbyły się w jednym z krajów Europy Wschodniej. Nasza drużyna to wygrała. Planowano kolejny turniej we Francji, ale rozpoczęła się pandemia, która spowodowała zmiany w harmonogramie zawodów.
Pomimo trudności związanych z ograniczeniami wynikającymi z COVID-19, wędkarstwo zanętowe wciąż się rozwija i przyciąga nowych fanów na całym świecie. Sportowcy mają nadzieję, że już w niedalekiej przyszłości możliwe będzie wznowienie w pełni międzynarodowych zawodów, aby ponownie spotkać się nad brzegami malowniczych akwenów i rywalizować o tytuł najlepszych w swojej dziedzinie. W międzyczasie pozostaje tylko doskonalić swoje umiejętności na własnym boisku i niecierpliwie czekać na okazję, aby ponownie sprawdzić swoje siły na arenie światowej.
— Istnieje organizacja FIPS (Międzynarodowa Federacja Sportów Wędkarskich). Wysyła żądanie do każdego uczestniczącego kraju. Wcześniej wewnętrzne kwalifikacje odbywają się w trzech etapach na różnych zbiornikach wodnych. Wybrano pięciu najsilniejszych zawodników, szósty jest rezerwowym. Wtedy najlepsze wyniki reprezentuje kraj.
Wyjazdy opłacane są po połowie: część przez lokalną federację, część przez sponsorów. Są to różni producenci przynęt lub wyspecjalizowane sklepy.
Federacja sponsoruje także obozy szkoleniowe. Jest to kosztowna przyjemność, ponieważ to samo uzupełniające jedzenie wyrzuca się nie do kubków, ale do wiader. Kiedy zespół trenuje, koordynatorzy przyglądają się temu, co gryzie i w razie potrzeby proponują zmianę łowiska.
Wędkarstwo sportowe trwa pięć godzin. Na przykład , jeśli złowisz aktywne ryby, będzie to ponad cztery do pięciu tysięcy rzutów. Ramiona po prostu opadają. Musisz być przygotowany fizycznie.
— Zatem wędkarstwo sportowe jest dość drogie?
– Tak, oczywiście! Ale myślę, że i tutaj można zaoszczędzić pieniądze. Na przykład kup 3-4 słoiki robaków, weź kilka słoików robaków i idź gdzieś, zwłaszcza jeśli już żeglujesz po określonym zbiorniku wodnym. Takie wycieczki można organizować nawet na naszych zbiornikach. A osoba złapie kilka kilogramów.
– Tam jest znacznie drożej. W Europie, aby łowić ryby w stawie, należy uzyskać licencję. Są jednorazowe, wielokrotnego użytku i przeznaczone do wędkarstwa sportowego. Te ostatnie kupowane są z myślą o udziale w mistrzostwach. Licencje dla zespołu kosztują około tysiąca euro. Po ich zakupie można już na tych zbiornikach trenować i rywalizować.
Koszt może również zależeć od ryby. Łowienie karpi jest bardzo opłacalne. I to chyba najdroższe, bo karp kosztuje zaledwie 500-600 dolarów.
Ogólnie rzecz biorąc, szkolenie może kosztować około 1000 dolarów. Ale kiedy wygrywasz, pojawiają się różni sponsorzy i płacą trochę pieniędzy.
— Które kraje z wymienionych mają najbardziej rygorystyczne wymagania dotyczące rybołówstwa?
– Anglia, Francja. Ale w Serbii, Polsce i na Litwie są łagodniejsi, bardziej przywiązani do naszych warunków. Łatwiej tam łowić i taniej. A dalej na zachód jest to trudniejsze i bardziej obciąża kieszeń.
— Który z krajów, które wymieniłeś, podobał Ci się najbardziej?
– Francja, Włochy. Jest tam duża ryba. Są bardziej cywilizowani pod względem wędkarskim, a wszelkie zawody są świetnie zorganizowane. I to nie tylko zawodowo, ale także amatorsko. A odloty są wygodne, nastawienie jest dobre. A jednak warunki w nich panujące są łagodniejsze niż w innych krajach. Każdy sportowiec ma sędziego, który liczy i rejestruje ryby, a nawet coś podpowiada.
— Czy ogólnie rzecz biorąc, ten rodzaj połowów jest dość powszechny w Europie?
Igor zauważa, że są przygotowani na zbiorniki. Oprócz miejscowych wynajmujących domki na nabrzeżu, wiele osób posiada przyczepy kempingowe. Przyjeżdżają, parkują samochody, podłączają gniazdka. Tylko oczywiście musi być karta rybaka. I tak wyjeżdżają na wakacje z rodziną. W Europie właściciele stawów prowadzą kursy mistrzowskie. Mają bardziej rozwinięte połowy karpi i leszczy. Łowią tam i urządzają między sobą bitwy, kto złowi najwięcej ryb. Wypuszczają wszystkie ryby, nic ze sobą nie zabierają i niczego nie niszczą.
A ryby w swoich zbiornikach są mocno „kłute”; są dość ostrożne. Jeśli nasz łapie łapczywie i lata, wtedy ich ryba będzie ciągnąć, a ty będziesz ciągnął dalej. Będzie to trwało, dopóki nie wybierzesz prawidłowego ciężaru haczyka, długości smyczy lub mocowania. A jest tam po prostu mnóstwo ryb.
Łapią wielu z nas i zabierają wszystko. W zbiornikach jest mniej ryb niż było wcześniej. Jeśli 10 lat temu sportowcy osiągali 40-50 kg ostery w pięć godzin, teraz tego nie ma. Najprawdopodobniej dlatego, że dużo łowią. Przestali czyścić rzeki, stanęła nawigacja, ale w Homlu wciągają piasek, wykopują go i rzeka jest cała płytka.
A ryby potrzebują dziur, żeby się rozmnażać. Dla nas ryby pojawiają się w momencie, gdy Dniepr zaczyna coś dawać w zamian. Woda się podniosła, ryby płyną na te ogromne głębokości, gdzie znajdują się Wołodkino, Komitet Regionalny, Lubinskoje. A jesienią, gdy pogoda zaczyna się robić coraz chłodniejsza, ryby nie są już tak aktywne. I płynie do Dniepru. Jest tam więcej zabawy z głębokościami, warunkami naturalnymi i rzeźbą terenu.

