Prawie każda dziewczyna marzy o tradycyjnym zestawie ślubnym: białej sukience, romantycznej sesji zdjęciowej i miesiącu miodowym w podróży. Szczegóły zmieniają się w zależności od osoby, ale podstawy pozostają takie same. Wybór miejsca na miesiąc miodowy to osobna rozmowa (a raczej nawet kłótnia).
Och, przez ile opcji przeszliśmy kiedyś z narzeczonym; jedną z najbardziej uderzających, jakie pamiętam, była Japonia i Wietnam. Rok 2019 był komfortowy i nie było żadnych problemów logistycznych. Postanowiliśmy jednak zaoszczędzić pieniądze i wybrać Europę, zwłaszcza że nie było wtedy problemu z wizami, oboje mieliśmy niezbędne dokumenty. W maju ostatecznie zgodziliśmy się na Niemcy.
Chciałam zobaczyć Neuschwanstein, pisałam już, że uważam to miejsce za jedno z najbardziej romantycznych, a mój mąż też planował wybrać się na tradycyjny wiosenny pokaz zapaśniczy. Jednym z miast objętych ich trasą był Magdeburg. Dlatego też je odwiedziliśmy. Nasza końcowa trasa wyglądała tak: Warszawa – Berlin – Magdeburg – Monachium – Essen, Schwangau i zamki – Monachium – Warszawa.
Bilety
Do Warszawy i z powrotem pojechaliśmy Ecolines. Pomiędzy niemieckimi miastami podróżowaliśmy albo autobusem Flixbusa (nie zawsze wszystko szło gładko, ale o tym czytaj dalej), albo pociągiem, np . z Monachium do Essen. Było warto, było wygodnie, a widoki z okna przepiękne, im bliżej Alp tym piękniej. Choć sama Bawaria to region klimatyczny. Chcieliśmy wrócić samolotem, ale zrezygnowaliśmy. Rok 2019 był komfortowy, a podróżowanie autobusem po Europie przez dwa tygodnie w ramach miesiąca miodowego wydawało się fajnym pomysłem. Kiedyś opowiemy o tym naszym wnukom, ale na razie opowiem o tym Wam.
W każdym mieście zrobiliśmy przesiadkę na przynajmniej 2-3 dni, abyśmy mogli aktywnie podróżować i mieć czas na złapanie oddechu. Zatrzymaliśmy się w Warszawie tylko na jeden dzień, a potem pojechaliśmy nocnym autobusem do Berlina.
Warszawa
W stolicy Polski byliśmy już nie raz, więc głównie chodziliśmy po parkach i ogrodzie na dachu biblioteki uniwersyteckiej – przepiękne miejsce. Radzę wszystkim, aby tam pojechali. Jest tam ładny punkt widokowy i bardzo ładny ogród botaniczny. Wstęp wolny. Ale sprawdź godziny otwarcia.
Kolację zjedliśmy w Hard Rock Cafe – kolorowym, tematycznym lokalu w centrum miasta. Ale bądź przygotowany, że jedzenie tam jest również trudne! Nie mogłem dokończyć mojego ogromnego burgera z nożem w środku. Ale muzyczna atmosfera przypadła mi do gustu.
Berlin
Jeśli nie nocowaliśmy w autobusach, zatrzymywaliśmy się jedynie w hotelach. Zarezerwowałem na booking.com. Przy każdym nowym wyjeździe przysięgam, że będę się starała mieszkać w apartamencie, ale za mnie decyduje śniadanie hotelowe wliczone w rachunek.
W Berlinie zatrzymaliśmy się w przytulnym hotelu-pensjonacie Hotel-Pension Waizenegger, który bardziej przypominał dworek z klasyczną kameralną atmosferą zabytkowej rezydencji. Hotel znajdował się w dzielnicy Charlottenburg – czyli w zachodniej części miasta, nieco dalej od centrum.
Bardzo zielona okolica, wiele parków, alejek, wnętrze naszego hotelu było prawie w całości porośnięte bluszczem. Nie zapamiętałabym nazwy hotelu ani nawet połowy historii z podróży, gdyby nie pomoc mojego Instagrama, którego używam od 6 lat jako dziennika podróży. Dlatego polecam pisać o Waszych podróżach. Jak można zrozumieć, hotel również polecam. Pamiętam, jak spacerowałem po nim i gapiłem się na zabytkowe żyrandole, witraże, obrazy, fotografie na ścianach i ogród za oknem.
Pierwszego dnia w Berlinie byliśmy bardziej zrelaksowani. Wybraliśmy się na spokojny spacer po naszej okolicy i zjedliśmy kolację w restauracji Marjellchen serwującej narodową kuchnię niemiecką. W Niemczech można spróbować kuchni niemal wszystkich krajów świata. Do wyboru jest zbyt wiele restauracji włoskich i tureckich, ale my postanowiliśmy spróbować kuchni niemieckiej i nie mogliśmy się pomylić. Smaczne, satysfakcjonujące, piękne, estetyczne. Polecam to.
Drugiego i trzeciego dnia pobytu w mieście spacerowaliśmy jedynie po centrum. Ciekawostka: wspięliśmy się na dach wieży telewizyjnej. Jeśli lubisz pokoje obserwacyjne to polecam.
Odwiedziliśmy także zoo. Miałem marzenie z dzieciństwa – zobaczyć pandy. Wszystkie pandy na świecie legalnie należą do Chin, a kraj ten jedynie dzierżawi zwierzęta.
W Europie jest tylko kilka ogrodów zoologicznych, w których żyją pandy. Wymagają wyjątkowo delikatnej pielęgnacji i dużej ilości wolnej przestrzeni do zamieszkania na poziomie rezerwowym. W tym czasie w Berlinie żyły tylko dwie pandy.
Później dowiedziałem się, że urodziły dwa młode, które również są własnością Chin. Bardzo urocze stworzenia. W zoo można także zobaczyć pingwiny, lemury, rekiny, żyrafy i wiele znanych zwierząt – na wizytę zaplanuj przynajmniej pół dnia.
Magdeburga
Dotarcie tam zajęło nam tylko dwie godziny, ale wtedy nie mieliśmy szczęścia. Z jakiegoś powodu policja zatrzymała autobus, zebrała dokumenty, a psy obwąchały bagaż. Czas podróży podwoił się. Chociaż teraz to piszę, pamiętam obecne 10-godzinne kolejki na granicy i uśmiecham się nerwowo. To były oczywiście problemy.
Kiedy w końcu dotarliśmy do Magdeburga i zjedliśmy lunch, zaczął się upał. Mapa Google pokazała idealną trasę do hotelu, ale zaczynając od stacji, cała nasza droga była rozkopana i zablokowana. Trzeba było zrobić piekielny krąg przez jakiś „las” żwirową ścieżką. I ledwo dotarliśmy do celu.
Poza tym wszystko było w porządku, z wyjątkiem tego, że trzeciego dnia naszego pobytu w mieście zaczęło padać, ale Magdeburg jest mały. Wszystkie najbardziej kultowe zabytki można zobaczyć i zwiedzić pieszo w ciągu jednego dnia. Ale miasto ma bogatą historię. Przypomnijmy przynajmniej słynne prawo magdeburskie z 805 roku.
Jeśli tam będziesz, koniecznie zatrzymaj się przy głównej katedrze; urzekły mnie jej porośnięte roślinami ściany i iglice. Nawiasem mówiąc, jest to najstarsza gotycka katedra w Niemczech (1209).
Pamiętam też artHOTEL – wyjątkowy hotel w Zielonej Cytadeli, zaprojektowany przez Friedensreicha Hundertwassera (nie próbuj tego wymawiać). Być może widzieliście już inne dzieła architekta, na przykład jego słynny, jaskrawo kolorowy Dom w Wiedniu lub Taniec w Pradze.
Mój mąż i ja byliśmy w separacji tylko na jeden wieczór; nie chciałam iść do wrestlingu drugi rok z rzędu. Kupił sobie więc droższy bilet i bliżej sceny, a ja spacerowałem po parkach i rozmawiałem z miejscowymi.
Monachium
Pojechaliśmy tam nocnym autobusem z przesiadką w Halle. Ale autobusy Flixbusa mają tendencję do częstych opóźnień, a gdy dzieje się to o pierwszej w nocy, wszystko jest znacznie bardziej nieprzyjemne. Przez dwie godziny marzliśmy na przystanku. Dlatego prawie cały następny dzień, aż do wieczora, przespaliśmy się, zjedliśmy kolację gdzieś w pobliżu hotelu, a potem oglądałem na telefonie finał Eurowizji.
Ale pogoda była ładna. Po deszczowym Magdeburgu, słoneczne +20 w Monachium było jak błogosławieństwo. To był drugi tydzień miesiąca miodowego. O tym gdzie warto się wybrać w mieście pisałam już tutaj, więc przejdźmy dalej – do perły naszej wycieczki.
Essen, Schwangau i zamki
Powtarzam, Neuschwanstein, zamek w alpejskich górach to idealne miejsce na miesiąc miodowy.⠀ Z niemieckiego zamek tłumaczy się jako nowy łabędzi klif (kamień), więc merch z tymi pięknymi ptakami jest sprzedawany wszędzie.
Sam budynek nie jest najstarszy, pochodzi z 1869 roku, ale więcej turystów widziałem chyba tylko w Luwrze.
Aby dojechać tam z Monachium polecam kupić bilet Bayern Ticket, darmowy przejazd przez jeden dzień po całym regionie, a nawet pojechać do Salzburga. Bilet ma stałą cenę i dopłatę za każdego dodatkowego turystę (do 5 osób), dla dwóch osób kosztowało to 32 €. Teraz może być ich więcej.
Zamki znajdują się w wiosce Schwangau, ale tylko turyści udają się tam prosto na wycieczki. Wygodniej jest samemu dojechać pociągiem do Füssen. Tak, a widoki na drodze są niesamowite. Wystarczy sprawdzić przesiadki i lepiej wybierać pociągi bez nich.
Z Füssen do Schwangau jest około 4 km. Stamtąd odjeżdżają także autobusy. Jeśli macie dużo czasu, radzę wybrać się na spacer po samym miasteczku, a następnie obejść niezasłużenie zaniedbany zamek Hohenschwangau.
Spod zamków wróciliśmy najpierw do Monachium, a potem po odpoczynku prosto do Warszawy. Jak sobie teraz przypominam, na jednym z połączeń oglądaliśmy ostatni odcinek „Gry o tron”. Zakończenie serialu mogło rozczarować, ale miesiąc miodowy, nawet po kilku latach, wspomina się z wielkim ciepłem. Życzę Ci tego samego, niezależnie od tego, jaki kierunek wybierzesz!









