🏴 24 godziny w Edynburgu: idealny plan podróży
Edynburg zyskuje coraz większą popularność wśród turystów z Europy i nie bez powodu! Stolica jednorożców ma wszystko: morze, góry, średniowieczny gotyk, najlepsze uniwersytety na świecie, życzliwych mieszkańców, pyszne jedzenie, kilt, dudy i whisky – gdzie byś był bez tego! Średnio w Edynburgu należy spędzić od 3 do 5 dni. Jeśli brakuje Ci czasu, ten mały przewodnik pomoże Ci stworzyć pierwsze wrażenie na temat miasta i zainspiruje Cię do ponownego przybycia tutaj. No to załóż wygodne buty, spakuj parasol i krem z filtrem przeciwsłonecznym, bo pogoda tutaj naprawdę zmienia się co 5 minut i ruszamy!
Przenosić
Wychodząc z lotniska radzę wsiąść w piętrowy autobus, który zawiezie Państwa do centrum miasta. Jest to najtańszy rodzaj transferu (4,5 GBP za osobę), ale nie jest gorszy pod względem szybkości i komfortu, a także oferuje bezpłatny bezprzewodowy dostęp do Internetu. Jednak jego największą zaletą jest to, że trasa przebiega malowniczymi uliczkami stolicy. Zatem za niewielką opłatą można nie tylko dostać się do centrum, ale także odbyć nieoficjalne zwiedzanie. Już po drodze będziesz mieć ochotę chwycić za aparat i zacząć fotografować!
Pomnik Sir Waltera Scotta
Zbliżając się do centrum, trudno będzie nie zauważyć pomnika w stylu wiktoriańskiego gotyku – jest to pomnik historyka i poety, a także głównego wizerunkowca Szkocji, Sir Waltera Scotta. Do dziś pomnik ten robi największe wrażenie ze wszystkich, jakie widziałem.
Mila Królewska
Waverly Bridge to serce miasta i Twój przystanek. Stąd udamy się w stronę Royal Mile – najsłynniejszej ulicy miasta. Został tak nazwany, ponieważ łączy dwie rezydencje królewskie: Zamek w Edynburgu i Pałac Holyrood. I oczywiście ciągnął się przez około milę. Po drodze natkniesz się na wiele kawiarni i kawiarni.
W jednym z nich, a mianowicie w kawiarni „Dom Słonia”, JK Rowling napisała pierwszą książkę o Harrym Potterze. Radzę pójść za przykładem i zjeść śniadanie w jednym z takich miejsc. Inspirujący wygląd gwarantowany! Swoją drogą, Szkoci wolą jeść na śniadanie płatki owsiane, więc nie należy spodziewać się tutaj szoku kulturowego. Szczególnie polecam spróbować kruchego ciasta – tradycyjnych ciasteczek – z herbatą, oczywiście czarną i mlekiem.
Uniwersytet w Edynburgu znajduje się pięć minut od Royal Mile. Na zdjęciu poniżej Wydział Prawa.
Edynburg jest zwykle dość spokojny, z wyjątkiem sierpnia. To właśnie w tym miesiącu w stolicy odbywa się ponad 20 różnych festiwali. Chyba najbardziej znanym z nich jest festiwal sztuki Fringe (m.in. dzięki niemu powstał „Jaś Fasola”). Wiele wystaw, spektakli, koncertów, tańców i widowisk sportowych odbywa się całkowicie bezpłatnie i na bardzo wysokim poziomie. Jeżeli jednak nie chcielibyście rozpoczynać znajomości miasta od wplątania się w sam wir wydarzeń, to lepiej zachować te wrażenia na później.
Zamek w Edynburgu
Po przejściu pozornie niekończących się wzgórz Royal Mile dotarliśmy do zamku w Edynburgu. Wstęp na zamek jest płatny. Ceny biletów dla dorosłych wynoszą 15,50 – 19,50 funtów, ale naprawdę warto! Teren zamku jest rozległy, z wieloma platformami widokowymi i ciekawymi wystawami historycznymi. Na znakach było wystarczająco dużo informacji, żeby nie skorzystać z audioprzewodnika , ale skoro jest taka możliwość, to czemu nie?
Największe wrażenie zrobiły na mnie dawne pomieszczenia więzienne z 1781 roku – wystawa Więzienia Wojenne 1781. Dawno, dawno temu przetrzymywano tu więźniów z Francji, Holandii, Hiszpanii i USA. Chyba najbardziej fascynujące było dla mnie rozszyfrowanie więziennego „graffiti” z XVIII wieku. A Pomnik Wielkiej Wojny wywarł niezatarty efekt. Eksponaty skłaniają do refleksji nad okropnościami wojen kolonialnych (i innych), a jednocześnie zadziwiają swoim artystycznym wykonaniem.
Pod każdym pomnikiem wojennym znajduje się księga zawierająca nazwiska wszystkich Szkotów, którzy zginęli podczas służby. W sumie można naliczyć ponad 200 tysięcy takich nazw. Gdy wychodzimy z sali, wita nas posąg Pobudki, symbolizujący pokój. Lokalizacja rzeźby nie została wybrana przypadkowo; ideą jest wyprowadzenie widza z długiego korytarza trudnych wspomnień w nowy dzień pełen nadziei.
Miłośnikom ciężkiej artylerii radzę dotrzeć do zamku przed godziną pierwszą po południu. To właśnie o tej porze codziennie strzela „Clock Gun” lub One O'Clock Gun. Tradycja sięga 1861 roku, a jej głównym celem była pomoc marynarzom powracającym z misji w synchronizacji zegarków.
Muzeum Narodowe
Podróżujesz z ograniczonym budżetem? W porządku! Zachowaj zamek na później i zamiast tego udaj się do dowolnego muzeum narodowego, które Cię interesuje. Niesamowitą zaletą Szkocji, jak i całej Wielkiej Brytanii, jest to, że muzea państwowe są tu bezpłatne. Ale pod względem jakości bardzo trudno jest im znaleźć konkurentów.
Mój wybór padł na Muzeum Narodowe Szkocji i gdyby to zależało ode mnie, spędziłbym tu wszystkie swoje 24 godziny! W tym miejscu historia, moda, sztuka, zoologia, technologia, nauki przyrodnicze i inne tematy przeplatają się, co odkrywają już wystawy czasowe. Osobiście utknąłem w korytarzach historii Szkocji z maszynami do pisania.
Łąki
Byłoby miło zjeść coś po muzeum! Na lunch proponuję zabrać ze sobą coś gorącego z lokalnych knajpek i wybrać się na piknik. Kierując się lokalną rekomendacją udałem się do Bonnie Burrito. Tam zdecydowałam się spróbować burrito z haggis, narodowym daniem mięsnym przyrządzanym z podrobów jagnięcych.
Tak naprawdę haggis smakował bardzo podobnie do pasztetu. Niestety nie mogę nazwać tego dania moim ulubionym. Jeśli jednak pojawi się okazja, aby spróbować ponownie następnym razem, nie odmówię.
Zalecana lektura: 15 rzeczy, które trzeba zrobić w Szkocji
Ale mój napój – „Kwas Lida” znalazłem całkiem przypadkowo w jednym z wielu polskich sklepów.
Myślę, że Meadows to idealne miejsce na piknik – to jeden z największych parków w mieście. W ciepłym sezonie zawsze jest tu sporo grup jedzących lunch, grających w piłkę nożną, uprawiających jogę czy tańczących. Od razu widać, jak bardzo miejscowi cenią każdy słoneczny dzień.
Wioska Ding
Następnym punktem spaceru jest Dean Village. Ta lokalizacja jest jedną z najcichszych, najbardziej zielonych i najbardziej bajkowych w stolicy. Wieś zaczęła się rozwijać w XII w. dzięki produkcji mąki na dużą skalę. Wioska uważana jest za ukryty klejnot miasta. Nie wszyscy turyści odkryli to miejsce. Radzę wykorzystać sytuację i odpocząć od zgiełku, pospacerować zabytkowymi uliczkami przy szumie płynącej tam rzeki.
Tron Artura
Po zdobyciu siły możesz bezpiecznie zdobywać nowe wyżyny – dosłownie. Spacer po Edynburgu jest po prostu niemożliwy, nie zwracając uwagi na wysokie wzgórze – Siedzibę Artura. Miejsce zyskało swoją nazwę dzięki legendarnemu królowi Arturowi. Według jednej wersji znajdował się tu zamek Camelot, w którym Artur gromadził rycerzy okrągłego stołu. Wysokość jest stosunkowo niewielka – 251 metrów, ale widok jest niesamowity, szczególnie o zachodzie słońca!
Wzgórze Caltona
Swoją drogą zachód słońca obchodzony jest także na wzgórzu Calton, które jest częścią UNESCO. Będąc tutaj, można zrozumieć, dlaczego Edynburg nazywany jest często Atenami północy. Przecież stąd wyraźnie widać budynki z XIX wieku, wzniesione na fali uniwersalnych inspiracji starożytnej Grecji.
Nawet na samym wzgórzu znajduje się pomnik bardzo podobny do Partenonu. Jest to pomnik narodowy w Szkocji poświęcony poległym w bitwach napoleońskich. Zaczęli go budować w XIX wieku na wzór ateńskiego Partenonu, ale nie mogli go ukończyć – do dziś nie ma wystarczających funduszy. To fiasko sprawiło, że niektórzy nazwali tę posiadłość „dumą i nędzą Szkocji”.
Wieczór
Puby, kluby jazzowe, restauracje, dyskoteki – Edynburg nocą nie śpi! Wieczorna rozrywka zadowoli każdy gust. Osobiście postanowiłem zakończyć dzień w pubie w hotelu The Scotsman.
Życzę udanej podróży, a co najważniejsze, pełnego rozkoszowania się atmosferą baśni!








