Małe miasteczka w Portugalii w niczym nie przypominają ośrodków regionalnych krajów poradzieckich. Odniosłem wrażenie, że miejscowi żyją w myśl przysłowia „ gdzie się urodziłeś, tam jesteś przydatny”, dlatego w swoich rodzinnych miejscach tworzą maksymalny poziom komfortu.
Ponad rok temu z czteromilionowego Kijowa los zaprowadził mnie do Mangualde, dziesięciotysięcznego miasta miejskiego w środkowej części Portugalii. Do Lizbony i stąd – 300 km, do Porto – 150, do oceanu – 100. Czy w takiej dziczy jest życie? Właśnie o tym postanowiłem Ci opowiedzieć.
Czy w małych miasteczkach jest pięknie?
Zdecydowanie piękne! Odwiedziłem ponad trzydzieści małych osad – i nie przestaję zachwycać się ich zadbaną infrastrukturą i infrastrukturą . Opowiem Wam, jak wygląda typowe portugalskie centrum miejskie liczące 5-10 tysięcy mieszkańców na przykładzie Mangualde..
Centrum miasta składa się z niskich, kamiennych domów, wyłożonych kafelkami w jasnych kolorach lub otynkowanych i pomalowanych na jasne kolory. Dachy domów z pewnością są z terakoty – bardzo podoba mi się ten element.
Rynek główny zwykle znajduje się w pobliżu ratusza. Odbywają się tu najważniejsze wydarzenia miejskie. W pobliżu znajdują się banki, sklepy i restauracje.
W mieście z pewnością znajdzie się kilka kościołów z XVII i XVIII wieku, przypominających domki z piernika. Jedną z nich w Mangualdzie odwiedził już wcześniej klasztor, gdzie stworzyli przepis na własny makaron – z fasolą. Dziś są nadal przygotowywane. Moim zdaniem pasteis de feijao są smaczniejsze od tych klasycznych.
Niektóre świątynie w Portugalii zachowały się od średniowiecza. Niedaleko mojego domu na przykład znajduje się kościół z XIII wieku.
Alejki z amelią i platanami oraz małe publiczne ogrody z zielenią nazywane są w Portugalii parkami lub ogrodami. Takie tereny rekreacyjne zobaczysz w każdym mieście.
W Mangualdzie jest też pełnoprawny park, ale jest on prywatny. Należy do właściciela dworu z drugiej połowy XVIII wieku. Wejście do „różowego” pałacu i przyległego ogrodu jest płatne – odpowiednio 10 i 5 euro. Sąsiednie miejscowości mają piękne, duże, bezpłatne parki.
Mangualde położone jest na wzgórzu, a jeśli wejdziesz na najwyższy punkt, możesz podziwiać zachód słońca nad pagórkowatymi dolinami.
W ośrodkach miejskich znajdują się tereny z nowocześniejszą zabudową wysokościową. Ale przede wszystkim wille i kamienice rozciągają się w różnych kierunkach od historycznego serca miasta. Prawie wszystkie budynki są wykonane w lokalnym stylu, co tworzy swoistą atmosferę kurortu.
Chociaż czasami tęsknię za ekscytacją wielkiego miasta, nie można odmówić piękna współczesnemu małemu miastu.
A co z czynszem?
Portugalia uznawana jest za jeden z najtańszych krajów w Europie. Tu też płace są relatywnie niskie. Wydawać by się mogło, że biorąc pod uwagę te dwa czynniki, ceny wynajmu powinny być przystępne. Ale nie! Do kraju zaczęli masowo napływać Brazylijczycy i mieszkańcy innych byłych kolonii portugalskich – rozpoczęła się fala rosnących cen czynszów. A ostatnio nastąpił napływ specjalistów IT i biznesmenów – sytuacja na rynku nieruchomości stała się jeszcze trudniejsza.
Abyście zrozumieli przedział cenowy: można wynająć T1 (apartament z jedną sypialnią i kuchnią-salonem) w centrum Lizbony za około 2500 euro, a cena ta często nie obejmuje mediów. Ogrzewanie, jeśli w domu w ogóle jest, nie jest tanie. Znajomi opowiadali mi, że zimą postanowili chociaż stale dogrzewać łazienkę podgrzewanym wieszakiem na ręczniki – w następnym miesiącu dostali rachunek na 500 euro.
Warto też wziąć pod uwagę, że wynajmując dom na dłuższy okres, trzeba zostawić kaucję na wypadek zniszczenia nieruchomości – zazwyczaj jest to równowartość jednego lub dwóch miesięcy czynszu. A oprócz tego wszystkiego, opłać zakwaterowanie z góry – najczęściej od trzech do sześciu miesięcy z góry. Oznacza to, że na początek trzeba wydać co najmniej 10 tys., a nawet dwa razy więcej.
Ceny wynajmu nieruchomości w miastach miejskich nie są tak wygórowane. Jest to jeden z ważnych powodów, dla których migranci nie uciekają od buszu. Na przykład ten sam T1 w Mangualdzie będzie kosztować 350-400 euro. Chociaż znalezienie wolnego mieszkania lub domu z dala od dużego miasta również nie zawsze jest łatwe. Co mnie trochę dziwi: sporo willi jest pustych, ale nie do wynajęcia.
A co z infrastrukturą?
Transport
W miastach takich jak moje spacer z obrzeży na obrzeża zajmuje 40 minut, więc transport publiczny nie jest tu potrzebny. Choć matki, które muszą dowozić swoje dzieci do szkoły z jednego krańca na drugi, nie zgodzą się ze mną – wypadałoby tu coś wymyślić, bo ze wsi organizowany jest dowóz dzieci do placówki oświatowej.
Z innymi miejscowościami istnieje połączenie autobusowe, jednak jego częstotliwość pozostawia wiele do życzenia. Niektóre miasta posiadają także połączenia kolejowe. My też to mieliśmy, ale teraz sprzęt nie działa – zmieniają ścieżki. W rezultacie: trudno wyobrazić sobie życie w małym miasteczku bez samochodu.
Jeśli chodzi o same drogi, są one w doskonałym stanie. Drogi ekspresowe są drogami płatnymi, ale są szybsze. Wynajęliśmy system „ Via Verde ” (ok. 5 euro rocznie) i jeździmy z nim po całym kraju – pieniądze pobierane są z karty automatycznie. Są autostrady, na które bez takiego urządzenia nie da się wjechać – są jedynie elektroniczne bramki. Koszt: ode mnie do Lizbony (która, przypomnę, to 300 km) to około 15 euro w jedną stronę.
Ceny benzyny, jak wszędzie, ulegają niewielkim wahaniom. Teraz litr 95 kosztuje około 1,90 euro.
Opieka zdrowotna
Przez rok mieszkania w Portugalii wciąż nie rozgryzłem systemu państwowego. Na pewno mam swojego darmowego terapeutę, raz nawet byłam u niego – chciałam iść do specjalisty, ale nie dostałam skierowania. „Wróć, jeśli się pogorszy” – powiedział mi lekarz.
Sami Portugalczycy aktywnie korzystają z bezpłatnej opieki zdrowotnej, choć narzekają, że na wizytę u lekarza trzeba długo czekać, nie mówiąc już o kuponach na niektóre badania i kolejkach do planowanych operacji. Ale w instytucjach rządowych krajów poradzieckich historia jest taka sama.
Dzięki medycynie prywatnej wszystko jest prostsze i jaśniejsze. Płacisz od 70 euro i umawiasz się na wizytę w najbliższych dniach. Jeśli masz ubezpieczenie, będzie taniej. Tak, tak, ubezpieczenie nie zawsze będzie darmowe – przeczytaj warunki, jak mówią.
Warto wziąć pod uwagę, że małe miejscowości mogą nie posiadać własnej kliniki. Jest taki w Mangualdzie, ale żeby dostać się do jakiegoś specjalisty trzeba udać się do centrum dystryktu (coś w rodzaju centrum regionalnego), które jest oddalone o 20 km. Najbliższy szpital również znajduje się w Viseu.
Problemy z ostrym bólem należy rozwiązać na oddziale ratunkowym, ale nie należy liczyć na pomoc doraźną. Pacjenci otrzymują wstążki w różnych kolorach. Jeśli dostaniesz zielony (ostatni stopień pilności), możesz spędzić w klinice 12 godzin (lepiej zabrać ze sobą jedzenie, bo może nie być tam gdzie go kupić).
Żywność i towary przemysłowe
W ośrodkach miejskich znajduje się zwykle kilka dużych supermarketów. U mnie jest ich cztery, a także kilka sklepów, sobotni targ i kilka dużych sklepów z najróżniejszymi rzeczami.
Średni rachunek za zakupy spożywcze dla mnie i męża wynosi zwykle około 100 euro – jedzenia wystarczy na pięć dni. Koszt towarów w różnych sieciach jest nieco inny: jeśli będziesz śledzić ceny i promocje, może okazać się taniej.
Jestem zadowolony z jakości produktów i ich różnorodności. Jeśli nie chcesz kupowanego w sklepie mięsa i jajek lub warzyw i owoców, możesz znaleźć produkty rolne.
A kiedy tęsknicie za rodzimymi – gryką, śledziem, smalcem – w jednym z supermarketów znajdują się półki ze słowiańskimi produktami. Ale nie wszystkie ośrodki miejskie mają taki luksus!
Rozrywka
Portugalczycy świętują miłość. Władze małych miast często organizują wakacje dla swoich mieszkańców. Maraton imprez zaczyna się w czerwcu, a kończy w listopadzie. Albo festiwal jedzenia, albo dzień świętego, albo parada, albo koncert, albo przedstawienie teatralne – ogólnie rzecz biorąc, bawią się najlepiej, jak potrafią.
Jeśli nie ma świąt, miasto jest spokojne. Ale kawiarnie są zawsze popularne. Wydaje mi się, że miejscowi nie lubią gotować. Zwykle jedzą w restauracjach, bardziej przypominających nasze stołówki.
Ceny jedzenia w małych miasteczkach i wielkość porcji zadowalają. Śniadanie możesz zjeść za 3 euro od osoby, obiad za 8, kolację za 15. W Lizbonie czy Porto liczby te trzeba będzie pomnożyć przez dwa.
Ważne jest, aby wziąć pod uwagę specyfikę pracy lokalnych placówek – o nich mówiłem w osobnej publikacji. W przeciwnym razie opuścisz pustą restaurację z pustym żołądkiem.
Co jeszcze można robić w małym miasteczku? Na przykład w Mangualdzie latem otwarte są dwa odkryte baseny. Miasto ma proste siłownie, stoły bilardowe i ping-pongowe, boiska do piłki nożnej i koszykówki. Chcesz tańczyć do białego rana? Możesz zajrzeć do skromnego klubu nocnego. Potrzebujesz więcej usług – przejdź do Viseu.
Szczerze mówiąc, ta infrastruktura mi nie wystarcza, ale ciągle podróżuję, więc nie mam czasu się rozleniwiać.
Czy jest możliwość znalezienia pracy?
Miejscowi pracują głównie w sektorze usług, produkcji i rolnictwie. Te, które odnoszą największe sukcesy, działają w organach miejskich. Zarobki zwykłych pracowników są niskie – nie zawsze jest dostępnych nawet 1000 euro.
Migrantom nie znającym języka trudno jest znaleźć pracę. Chyba, że w restauracji kroisz jedzenie, zmywasz naczynia i myjesz podłogi – za 700 euro miesięcznie.
Dobrze, że wpadli na pracę zdalną!
Moje wnioski
Portugalczycy bardzo kochają swoje małe ojczyzny i robią wszystko, aby w ich małych miasteczkach było wygodnie mieszkać, pracować i odpoczywać. I ani system państwowy, ani poziom wynagrodzeń nie uniemożliwiają ludziom tworzenia wokół siebie piękna, cieszenia się komunikacją i cieszeniem się każdym dniem.
Jeśli lubisz spokojny tryb życia, nie potrzebujesz wystawnych lokali i codziennego hałaśliwego ruchu, centrum miasta może Ci przypaść do gustu.


















