🇱🇧 Liban: podróż do krainy kontrastów
Disney’s Agrabah, góry tureckiej rozkoszy, niekończące się orientalne bazary i parne piaszczyste plaże – tak wyobrażamy sobie bliskowschodnie kurorty z domieszką Egiptu. Połamane witryny sklepowe, zablokowane drogi, kamienie i patyki trzęsące się mieszkańcami – tak naprawdę widziałem bliskowschodni stan Liban w 2019 roku.
Co do jednego się nie myliłam, na pewno w Libanie było duszno. Ale nie tyle od listopadowego słońca, ile od ognisk zbuntowanych Libańczyków płonących na głównym placu. Lekka, ekstremalna przygoda, o której marzyłem od dawna podczas podróży, w końcu zmieniła się z bajki Szeherezady w rzeczywistość. Dzisiejsza historia będzie o nim.
Krótki program edukacyjny o tematyce historycznej i politycznej na temat Libanu
Liban jest byłą kolonią francuską. Dlatego pozostały tu francuskie tradycje, architektura i język. Dawno, dawno temu Francuzi i ich potomkowie stanowili elitę społeczeństwa. Kiedy jednak społeczeństwo nie wie, jak zgodzić się (nie mylić z „tłumieniem”) w kluczowych kwestiach wspólnego pożycia, ma nieszczęście przerodzić się w wojny domowe. Stało się tak z małą Riwierą Środkowo-Wschodnią.
Niedawno, w latach 1975-1990, kraj został rozdarty przez wojnę domową pomiędzy muzułmańskimi Arabami a chrześcijańskimi potomkami kolonialistów. W konflikcie zginęło od 100 do 150 tysięcy osób. Zniszczone budynki, ślady po kulach, sprzęt wojskowy na ulicach, a nawet obecny system polityczny Libanu nie pozwolą nam o tym zapomnieć.
Po zakończeniu wojny stanowisko prezydenta zostało zgodnie z prawem przydzielone chrześcijanom maronitom, stanowisko premiera – muzułmanom sunnickim, a stanowisko szefa Sądu Najwyższego – muzułmanom szyickim. A w parlamencie obowiązuje ścisły stosunek 50/50 między chrześcijanami i muzułmanami. W ten sposób Liban stał się wyjątkowym konstruktem politycznym.
Po co tam iść?
Jestem pewien, że to Twoje pierwsze pytanie po powyższej sekcji. Ale mamy portal o świadomym podróżowaniu, prawda? Komu potrzebne smutne leżenie na leżakach Egiptu i Turcji i leniwe spojrzenia na Wieżę Eiffla, kiedy istnieje tak egzotyczny kraj jak Liban, który pozwala turystom na wjazd bez wiz?
W czasach przed pandemią był nawet bezpośredni lot z Belavii do stolicy Libanu, Bejrutu: 4 godziny – a ty jesteś w najbardziej niezwykłym miejscu, gdzie narodowy przewoźnik lotniczy mógł dostarczyć przesyłkę. Teraz trzeba polecieć z Wilna lub Moskwy liniami Turkish Airlines, które polecą do Bejrutu z przesiadką w Stambule.
W kraju można przebywać bez wizy aż do 30 dni, co w zupełności wystarczy, aby cieszyć się jego gościnnością. Ale bądź ostrożny: jeśli masz w paszporcie pieczątkę izraelskiej straży granicznej, to z dużym prawdopodobieństwem nie zostaniesz wpuszczony do Libanu. A Twoje przygody będą nie mniej żywe, ale już związane z deportacją.
Liban nie jest rozpieszczany przez turystów; okresowo wstrząsają nim wewnętrzne niepokoje. Nie ma też zaawansowanej infrastruktury dla podróżnych. Jednak kraj ten jest idealny dla tych, którzy są gotowi przetestować wody, opuszczając swoją strefę komfortu. Jeśli posmakujesz tego i zdecydujesz się wypróbować obiema nogami, pomoże Ci sąsiednia Syria.
Od razu powiem, że Liban nie zawsze się buntuje. Po prostu miałem szczęście – i szczerze tak sądzę. Oczywiście do spokoju ducha przyczynił się także fakt, że nie jechałam sama, a w grupie młodzieży na międzynarodowe szkolenie. A zorganizowali go przedstawiciele partii rządzącej.
Pikanterii sytuacji dodawał fakt, że w Libanie odbyły się duże wiece przeciwko tej właśnie partii. Kiedy trzeciego dnia naszej wizyty w biurze partii pracował aktywnie niszczyciel, niszcząc dokumenty partyjne, przeniknęło nas poczucie epokowości tego, co się działo.
Dlaczego te opisy nie uwzględniają obiektów architektonicznych, tradycyjnej kuchni i życia nocnego? Bo Liban jest dla tych, którym znudziło się tradycyjne podróżowanie. Dla dobrze odżywionych i wypolerowanych Europa nie budzi już żadnych uczuć. I to właśnie tutaj, na tej cierpiącej ziemi, można poczuć wartość ludzkiego życia.
Budynki zburzone przez bombę i nigdy nie odbudowane patrzą na turystów z cichym wyrzutem. Dosłownie krzyczą o tym, co się stanie, gdy religia i narodowość staną się wyższe niż humanizm. A chodzący żołnierze z bronią w pogotowiu przypominają: to może się powtórzyć. Oglądanie tego jest jak oglądanie trwałych blizn na ludzkim ciele.
A teraz o sprawach ziemskich
Jeśli po moich horrorach nie przestaliście czytać artykułu w panice, to przesuwam go w bardziej tradycyjnym kierunku. Co zobaczyć? Mały Liban Cię zaskoczy!
Od razu powiem, że lokalny transport publiczny to zjawisko podobne do gwiazdy neutronowej. Tylko wielcy profesjonaliści potrafią przewidzieć jego wygląd i cykle istnienia. Polecam więc poruszać się po Bejrucie pieszo lub taksówką, której ceny są dość liberalne. Nawet jeśli jesteś zwolennikiem oszczędności, jest mało prawdopodobne, że będziesz w stanie wyprzedzić lokalną taksówkę.
Faktem jest, że w Libanie jest ich tak dużo i są tak uporczywi, że niemal porywają pieszych z chodników, chcąc ich gdzieś wywieźć i zarobić. Szczególnym szokiem był dla mnie przypadek, gdy próbowano zwabić pasażera z taksówki stojącej na światłach do innego samochodu. Mocna rywalizacja po libańsku… A tak przy okazji, z tej wyprawy na pewno zapamiętacie dwa dźwięki:
- Pięć razy dziennie wzywanie muezina do modlitwy. Założę się, że tak, a nie Nescafe, tak zaczynasz swój poranek. W końcu pierwsza modlitwa odbywa się średnio o 5 rano.
- Ogłuszający ryk rogów – jak myślisz, kto? Cóż, oczywiście, taksówka! W ten sposób niezwykle uporczywie zwracają na siebie uwagę. Żaden pieszy nie pozostanie w tyle.
Nie spiesz się, aby skarcić bezczelnych taksówkarzy. Jeśli możesz z łatwością chodzić po Bejrucie pieszo (najważniejsze, aby nie mieszkać w lokalnych fawelach), to do innych miast musisz podróżować transportem. I tu czeka Cię dylemat.
Autobusy i mikrobusy odjeżdżają z dworca autobusowego w Bejrucie do różnych części kraju. Robią to jednak wyłącznie według znanego kierowcom harmonogramu. Tablica mówi jedno, ale tak naprawdę pasażerowie czekają, aż ich (nie)szczęśliwi towarzysze zgromadzą się w liczbie mniej lub bardziej korzystnej dla kierowcy. To samo dotyczy biletu powrotnego. Wyśledzenie i złapanie autobusu nie jest łatwą misją.
Taksówka może Cię uratować, ale powinieneś to uzgodnić z administracją hotelu. Każdy szanujący się menadżer hotelu w tym kraju ma dobrze odżywionych kierowców, gotowych do pełnej obsługi przez cały dzień. Zwykle za okrągłą sumę 100 dolarów. Jeśli masz firmę składającą się z 3-4 osób, ta opcja jest optymalna. Z tego najczęściej korzystałem ja i moi znajomi.
Baalbek
Liban to mozaika różnych epok, kultur i tradycji. Baalbek, wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, to starożytny element układanki. Chociaż jego powstanie datuje się na okres egipski, historyczną perłą miasta jest właśnie starożytny zespół, który powstał w okresie rzymskim.
Jeśli wierzyć badaczom, to pod pewnymi względami przewyższa nawet piramidę Cheopsa. Mianowicie w masie kamiennych monolitów, z których została wzniesiona. Niektóre z nich osiągają wagę 800-1000 ton. A największy waży 1650 ton. To prawda, że cierpiący miejscowi budowniczowie nigdy nie byli w stanie dotrzeć na plac budowy. Widząc, czego dokonali, po prostu rzucili kamień „w miejsce produkcji”.
Kamienie na pewno są dobre. Ale najważniejsze są końcowe rezultaty ich stosowania. Są to świątynie o różnym stopniu zachowania na terenie starożytnego Baalbek. Największą jest Świątynia Jowisza. Nieco mniejsze są świątynie Bachusa i Wenus. Warstwy historii dają się odczuć; obok starożytności znajdziesz pozostałości średniowiecznej twierdzy i meczetu.
Starożytny zespół Baalbeka. Wnętrze świątyni Jowisza, fot. autorka
Mowa o Bachusie. Taksówkarz przywiózł nas do tego znajomego. Mówimy o lokalnej tawernie, cichej i ukrytej w przytulnym zakątku niedaleko starożytnych ruin. Kuchnia libańska niczym Cię nie zaskoczy: shawarma i kebab. Typowy Wschód. Ale koniecznie spróbuj lokalnej wódki Arak. Jest to mocny napój o smaku anyżu i średniej mocy 60%. Rozcieńcza się go wodą, co natychmiast nadaje arakowi mętny, bimberowy odcień. Smakuje jak żucie lukrecji.
Byblos (Jabel)
Jedno z najstarszych miast ludzkości. Kolebka cywilizacji fenickiej, największy port i stocznia swoich czasów. Najlepsze czasy są jednak za Byblos. Obecnie mieszka tam zaledwie trzy tysiące osób, co nie przeszkadza, aby było bardzo przytulnie i atrakcyjnie. Komfort zapewnia także fakt, że żyją tam potomkowie Francuzów, bliscy cywilizacji europejskiej. Byblos pojawi się więc jako mała wyspa śródziemnomorskiej Europy na egzotycznym morzu kultury arabskiej.
W Byblos jest wiele godnych uwagi miejsc. Oraz dobrze zachowana twierdza krzyżowców z XII wieku, starożytny amfiteatr i nekropolia lokalnych władców z XIX wieku p.n.e.
Zestaw pozwalający w miniaturze nazwać to miasto Libanem. Ale co najważniejsze, Byblos ma morze i ogólnodostępne plaże! Co za niespodzianka, mówisz. W Libanie naprawdę jest mnóstwo morza. Plaże też. Ale stosunek Libańczyków do tych obiektów jest, powiedzmy, święty czy coś.
Miejscowi nie pływają w morzu i dlatego nie wyposażają infrastruktury do takich przyjemności. Morze uważane jest tutaj za brudne. Na przykład w nadmorskich miastach Libanu przeżyłem prawdziwie surrealistyczne przeżycie. Pięć metrów od morza na plaży miejscowi masowo wykopują sztuczne baseny, napełniają je wodą i tam łowią flądry. Lądowa dusza turysty oburzyła się i zażądała wywłaszczenia bezcennego dla Libańczyków morskiego skarbu.
Jeśli chodzi o czystość morza, kwestia jest niejednoznaczna. W Bejrucie naprawdę nie nadaje się do pływania. Ale Biblia jest tym, czego potrzebujesz. Przyjemna piaszczysta, pusta plaża, czysta woda i brak oceniających spojrzeń ze względu na to, że miasto jest chrześcijańskie. Ogólnie rzecz biorąc, przyjedź tutaj na wakacje na plaży.
Trypolis
Szokujące miasto, w którym niestosowne łączy się. Twierdzę krzyżowców wspiera kilka transporterów opancerzonych. Wojskowi z M16 idą wzdłuż murów obronnych.
Ładnie odrestaurowane domy, niczym moskiewskie majorki w wiejskiej dyskotece, wciśnięte są w zniszczone, opuszczone chaty, którymi nikt się nie przejmuje. Jednak największe wrażenie wywarła na mnie góra śmieci w centrum miasta. Na początku myśleliśmy, że to targ odzieżowy. Ale nie, Libańczycy wyrzucają góry niepotrzebnych ubrań na brzegi rzeki.
Po tym jakoś trudno mówić o zabytkach Trypolisu. Bo na pewno nie doświadczysz bardziej żywych emocji. Obiektów godnych uwagi jest oczywiście sporo, choć miasto jest młode jak na libańskie standardy, ma zaledwie 3,5 tys. lat.
Przede wszystkim jest to forteca krzyżowców. Kultowy nie tylko ze względu na doskonałe zachowanie, chroniony przez transportery opancerzone. Ale także ze względu na to, że Trypolis był jedną z ostatnich twierdz krzyżowców. Zdobyty w 1289 roku przez mameluków, stał się symbolem niespełnionych nadziei na wyzwolenie Grobu Świętego.
Juniya-Harisa-Jeita
Liban jest bogaty nie tylko w architekturę i śmieci. Znajdują się tu także prawdziwe cuda natury świata. Dla wielu Bliski Wschód wydaje się niekończącą się pustynią z nieszczęsnymi wędrującymi wielbłądami. W takim razie z pewnością będziesz zaskoczony bogactwem kolorów podziemnych jaskiń Jeita.
Jaskinie są tunelem prowadzącym do podziemnej rzeki – głównego źródła rzeki Dog (tak, takie piękno i taka dziwna nazwa). Odwiedzając ten rezerwat stalaktytów i stalagmitów, Twoja podróż rozpocznie się od rejsu łodzią po rzece na niższym poziomie. Te kilka minut z pewnością sprawi, że zakochasz się w Libanie.
Cóż, w takim razie będziesz musiał przejść górną warstwę jaskiń na własnych nogach. Rozkoszuj się odurzającym niezwykłym powietrzem, dotykaj tysiącletnich minerałów i spróbuj w tajemnicy sfotografować ten cud. W jaskiniach obowiązuje zakaz fotografowania, dlatego też nie zachęcam do tego.
Koszt zwiedzania, jak wiele innych rzeczy w Libanie, jest bardzo przystępny – 10 dolarów. Będzie to jedna z najbardziej udanych inwestycji, jakich kiedykolwiek dokonasz w swoim życiu.
Niedaleko cudu natury znajduje się także cud stworzony przez człowieka. Statua Matki Boskiej Libańskiej, znana światu jako Charisa. 20-metrowy symbol chrześcijańskiego Libanu powstał w 1907 roku i jest tarasem widokowym z kościołem w środku.
Szczególnie polecam wieczór na odwiedzenie posągu. Dmuchane morską bryzą i inspirowane świętością tego miejsca, wieczorne światła Jounieh będą szczególnie niezapomniane. Jeśli lubisz pamiątki, to jest to miejsce, w którym możesz je kupić. Warto pamiętać, że jednym z symboli kraju jest cedr libański, z którego Fenicjanie budowali swoje legendarne statki. „Reklamowany materiał ” jest bardzo drogi, ale wykonane z niego pamiątki naprawdę oddają ducha i smak kraju.
Będąc już na wzgórzu Charis, warto odwiedzić kolejną atrakcję religijną – katedrę św. Pawła. Świątynia należy do melchickiego kościoła greckokatolickiego, schizmatyków łączących zachodnie i wschodnie obrzędy kultu.
Wnętrze kościoła jest takie samo. Wygląda jak rzymski kościół, ale wygląda też jak dekoracja bizantyjska. Nawiasem mówiąc, Jounieh był kilkakrotnie odwiedzany przez papieży. W 1997 r. uczynił to Jan Paweł II, a w 2012 r. Benedykt XVI. Takie zainteresowanie 100-tysięcznym miastem nie jest przypadkowe. Jounieh jest stolicą libańskich chrześcijan.
Bejrut
I oczywiście Bejrut. Warto o tym wspomnieć, bo na pewno domyślnie nie da się tego przejść. Przylatują tu wszystkie samoloty do Libanu. Bejrut to także stare miasto pełne perełek architektury. Przede wszystkim religijne. Znajdują się tu kościoły i meczety. Do pierwszych należą grecko-prawosławna katedra św. Jerzego, kościół św. Eliasza i kościół Saint-Maron z cienkimi wieżami przypominającymi minarety meczetu.
Wkraczając na ścieżkę islamu, nie zapomnij odwiedzić meczetu Mohammeda Al-Amina (zwanego także meczetem Hariri). Ten kultowy obiekt jest bardzo młody, otwarty zaledwie 15 lat temu. Ale niemal natychmiast zyskał poważne znaczenie zarówno w oczach mieszkańców, jak i turystów. Znajduje się tuż obok Placu Męczenników i Pałacu Prezydenckiego. W obu miejscach Libańczycy okresowo zbierają się, aby protestować.
Aby zobaczyć lazurową arabeskę kopuły i masywne żyrandole z brązu, a także dotknąć głębokiej starożytności, udaj się do meczetu Al-Omari. Uważany jest za jeden z najstarszych budynków miejskich. Dawno, dawno temu w tym miejscu znajdowała się rzymska świątynia poświęcona Jowiszowi, następnie na jej miejscu zbudowano kościół bizantyjski.
Jednak stolica Libanu to nie tylko architektura. Na liście rzeczy do zrobienia znajdują się zupełnie inne rzeczy.
- Wybierzcie się na spacer bulwarem i sami oceńcie, czy Libańczycy mają rację, że nie chcą kąpać się w Morzu Śródziemnym.
- Zapal fajkę wodną, która w kraju jest uważana za symbol narodowy, razem z cedrem libańskim. I jest nieodłącznym towarzyszem wielu miejscowych, do tego stopnia, że zauważyłem kilku libańskich nastolatków jadących na motocyklu i po drodze zajętych zaciąganiem się fajki wodnej.
- Nie zapomnijcie wybrać się do lokalnych cukierni, gdzie pojęcie „orientalnych słodyczy” nabierze zupełnie innego znaczenia.
- Cóż, pozwólcie sobie wieczorem na kieliszek lokalnego wina. Aby doprowadzić swoich obserwujących w mediach społecznościowych do rozpaczy, polecam spróbować niebieskiego libańskiego wina.
Oczywiście piękno małego, ale dumnego Libanu nie ogranicza się do tej skromnej listy. Istnieją inne piękne naturalne lokalizacje. Na przykład rezerwaty przyrody Horsh Arz el-Rab i Chouf. Miłośnicy historii powinni dodać do swojej listy kolejne starożytne miasto fenickie – Sidon (Saidou).
A miłośnicy historii, zaprawieni w sportach ekstremalnych, koniecznie powinni odwiedzić Tyr (Sir), położony na południu kraju. Na samym południu, które jest tak blisko znanego nam Izraela, ale gdzie od czasu do czasu daje o sobie znać radykalna organizacja Hezbollah, uznawana za terrorystyczną w wielu krajach Zachodu.
Taki jest Liban. Choleryk i melancholik, czarujący i przerażający, ale zawsze czarujący.














